Emigracja

Jak osiągnąć spełnienie marzeń, które zadecydowały o Twojej emigracji?

Emigracja: sposób na lepsze jutro, droga do szybkiego wzbogacenia się, osiągnięcia stabilizacji, realizacji marzeń. Tak ją postrzega większość osób decydujących się na wyjazd za granicę. I dla takiej wizji skłonni są podjąć ryzyko podróży w nieznane. Rozstają się z rodziną, z przyjaciółmi, odchodzą z pracy, czasami sprzedają cały dobytek, aby zdobyć potrzebne na wyjazd fundusze. Te dość drastyczne kroki ma wynagrodzić dostęp do większych i lepszych możliwości.

Bariery i zagrożenia

Oczywiście, emigranci nie są jednorodną grupą. Wyjechali w różnych czasach, samotnie lub z rodzinami, pochodzą z różnych grup społecznych i zawodowych. Każdy ma własną historię i osobiste możliwości adaptacji do nowych warunków. Od tych wszystkich czynników teraz zależy, na ile nowe życie okaże się lepszym, wymarzonym życiem.

Każdy wyjeżdżający konfrontuje się z obcym językiem, inną mentalnością, innymi regułami życia społecznego, obyczajami, prawem - po prostu z inną codziennością.

Z pewnością jest grupa osób, która potrafi doskonale zaadaptować się do nowych warunków, płynnie przyjąć nowe zasady gry i zaistnieć w nowym otoczeniu. Niestety jest to mniejszość.

Zasadniczym wrogiem emigranta jest szeroko pojęta samotność. Mam tutaj na myśli wszystkie bariery, które napotyka.

Na początek - bariera językowa. Niestety nauka języków obcych, nie była i nie jest mocnym punktem polskiej edukacji. Czym innym jest "dogadanie" się, zwłaszcza przy pomocy rąk, a czym innym płynne posługiwanie się językiem. Powstaje więc kwestia porozumiewania się z pracodawcą, urzędami i rdzennymi mieszkańcami. Prowadzi to najczęściej do szukania towarzystwa rodaków, których się rozumie i którzy mogą być pomocni w kontakcie z innymi. Słaba jest tendencja do nauki języka. Energia jest raczej ukierunkowana na poszukiwanie okazji, gdzie można się bez niego obejść. Często z tego powodu ludzie podejmują się pracy zdecydowanie poniżej swoich kwalifikacji.

Polacy nie mają skłonności do integrowania się z miejscową ludnością, a ograniczona komunikacja słowna nasila barierę społeczną. Wyjazd do innego kraju to zawsze wejście w mniej lub bardziej odmienne normy życia społecznego. Emigrant oczywiście spodziewa się zetknięcia się z innym światem, ale inne ma znaczyć lepsze, a praktyka nie potwierdza tego założenia w pełni.

Dalej - jeżeli w nowym miejscu jest sam, bez rodziny to często nie ma z kim się podzielić wrażeniami, nawet jeżeli jest kontakt telefoniczny, to mało kto chce się przyznać, że nie jest doskonale. Jeżeli rodzina jest na miejscu, często bywa wsparciem, choć jest rzucona na tę samą głęboką wodę. W rodzinach z dziećmi pojawia się jednak dodatkowy punkt zapalny. Dzieci wyrwane ze swojego środowiska, na co nie miały wpływu, nie są wcale szczęśliwe (w USA rozmawiałam z dziećmi osób przebywającymi tam w zasadzie nielegalnie, wiza wygasła lata temu, rodzice postanowili kiedyś nie wracać. Te dzieci aktualnie same stają się dorosłe i borykają się z problemem swojego nielegalnego pobytu. To nie była ich decyzja, żeby wyjechać, poszły do amerykańskiej szkoły i skończyły ją, z tym nie było problemów, ale z dalszą edukacją, podjęciem pracy jest już gorzej, bo nie mają prawa pobytu w tym kraju i mogą zostać deportowani do Polski. Tylko co tam będą robić, dokąd mają pójść skoro odcięto im tam korzenie?).

Złudzenia i stereotypy

Pomimo, że mamy 21. wiek, inny ustrój i realia, to wzorcem emigranta jest uciekinier na zachód z PRL-u. Punktem odniesienia jest ogromna przepaść dzieląca kraje Europy wschodniej od zachodniej i USA, kiedy za 10 dolarów można było w Polsce przeżyć całkiem dobrze przez cały miesiąc. Ten stereotyp, mniej lub bardziej świadomie, tkwi w umysłach Polaków i deformuje obraz emigracji w obecnych czasach.

Stereotypowe jest oczekiwanie, że każdy nas przyjmie bo jesteśmy ofiarami ustroju a cudowny kurs waluty sprawia, że nawet niska pensja na obczyźnie czyni nas w Polsce bogaczem. Temu złudzeniu ulega duża część opuszczających kraj i jak oni sami uważają, mniej lub bardziej słusznie, jest to również opinia tych którzy pozostają na miejscu.

Tymczasem prawda jest taka, że jesteśmy w UE, nie ma granic, a pensja na obczyźnie jest oczywiście wyższa, ale koszty utrzymania też, i tylko ze względu na przelicznik krezusem trudniej zostać.

Na szeroko otwarte ręce też lepiej nie liczyć. Owszem są poszukiwani fachowcy w określonych zawodach. Ci na pewno sobie poradzą, ale przeciętny emigrant nie jest ich przedstawicielem.

Adaptacja

Tak więc rozpoczęcie nowego etapu w życiu to stawienie czoła zmianom. Zmiana jednak częściej jest kojarzona ze stresogennym problemem niż fascynującym wyzwaniem. Co prawda emigrant liczy się z faktem, że jego decyzja narazi go na stres, ale niestety mało osób umie w zdrowy sposób sobie z nim poradzić i go opanować.

Dość powszechnym sposobem na rozładowanie napięcia jest alkohol. O szkodliwych skutkach jego nadużywania wie w zasadzie każdy i nikt rozsądnie myślący nie planuje popaść w alkoholizm. Niemniej jednak, sięgając po niego, nikt przyszłościowo nie rozważa tych tematów.

Każdy potrzebuje rozrywki i odskoczni a niestety właśnie alkohol jest jej najłatwiej dostępną formą. Korzystanie z niego nie wymaga znajomości języka, zagłębiania się w niuanse kulturowe, a wypicie piwa czy kieliszka po trudnym dniu jest całkowicie zrozumiałe. Brak alternatywy zamienia formę odpoczynku w nałóg z wszelkimi jego konsekwencjami.

Nawet jeżeli nie powoduje to od razu degradacji, niemożności podjęcia pracy, to pojawia się smutny obraz rzeczywistości, powtarzający się ciąg zdarzeń. Praca-alkohol-sen. Tylko czy tak ma wyglądać szczęśliwe życie? Czy grupa osób spotykająca się przy kieliszku daje sobie rzeczywiste wsparcie? Czy prowadzi to raczej do nasilenia izolacji i samotności?

Oczywiście nie każdy sięga po alkohol, ale pozostaje kwestia akceptacji i adaptacji do warunków, które coraz bardziej zauważalnie różnią się od wcześniejszych oczekiwań. Efekt nowości mija, zaczyna się rutyna. Niedogodności lokalowe, praca poniżej kwalifikacji, oddalenie od bliskich a co gorsze narastająca świadomość, że to nie krótki okres przejściowy, ale sytuacja na dłuższą metę prowadzą do kolejnego istotnego problemu jakim są stany nerwicowe i depresyjne.

Emigranci przestają widzieć możliwości polepszenia sobie życia, niejednokrotnie zaczynają postrzegać siebie jako ludzi drugiej kategorii. Nie radzą sobie z faktem, że może decyzja o wyjeździe nie była najtrafniejsza. I co więcej, sam wyjazd nie jest najgorszy ale to, że nie widzą możliwości powrotu.

Przedłużająca się samotność, poczucie zapędzenia w ślepy zaułek sprawiają, że narasta napięcie nerwowe. Aby go rozładować, odzyskać jasność umysłu, z powrotem zacząć panować nad sytuacją życiową, wiele osób sięga po leki, początkowo doraźnie ale z czasem dawka wzrasta.

Powyższe kwestie to rzecz jasna nie jedyne problemy, ale aby je wszystkie, i to dokładnie, poruszyć musiałaby powstać cała książka. Tutaj wspomnę o jeszcze jednej sprawie, która łączy się z samotnością. Mam na myśli kwestię partnera życiowego. Związki i relacje to temat rzeka, skomplikowany sam w sobie, a element emigracji dodatkowo go wikła.

Ludzie to istoty społeczne i potrzebują bliskich. Wyjeżdżając za granicę, często pozostawiamy naszych bliskich w kraju, a wyjazd ma na celu poprawienie również ich losu. Czas, odległość, sporadyczność kontaktów i fakt, że obie strony zaczynają żyć w innych realiach sprawiają, że więzi zaczynają się rozluźniać. Coraz mniej wspólnych spraw, mniej zrozumienia potrzeb drugiej strony. Różne oczekiwania i niespełnione marzenia. Każda strona zaczyna radzić sobie na swój sposób w świecie, w którym żyje. Często nawiązuje nowe znajomości, które przeradzają się w głębsze związki. To co miało zbudować lepszą wspólną przyszłość sprawia, że wspólnej przyszłości nie będzie.

Nie przypuszczam, aby te stwierdzenia zniechęciły kogokolwiek do poszukiwań idealnego partnera czy partnerki. I słusznie. W kraju czy na emigracji, w każdym miejscu można takiego mieć. Ważne tylko, aby i w tej kwestii posłużyć się odpowiednimi narzędziami, a nie iść na przysłowiowy żywioł.

Jest wyjście

Prowadząc wykłady w Wiedniu i Londynie często rozmawiałam z emigrantami dotkniętymi właśnie takimi problemami. Nie byli w stanie sami sobie z nimi poradzić. Przyjmowanie leków czy picie alkoholu może chwilowo poprawić nastrój, ale problemów nie rozwiąże.

I tutaj zaczynała się bardzo intensywna praca nad wyjaśnieniem przyczynowości zaburzeń nerwicowo - depresyjnych i uzależnień oraz znalezieniem drogi wyjścia z tego impasu.

Każdy może odzyskać kontrolę nad swoim życiem i być jego faktycznym kreatorem. Aby to osiągnąć, należy poznać mechanizmy wyzwalające niechciane sytuacje, zrozumieć je, chcieć je zmienić i co najważniejsze rzeczywiście to zrobić. Oczywiście do tego potrzebne są odpowiednie narzędzia. Moja metoda pracy daje takie właśnie narzędzia i uczy, jak z nich korzystać.


Wanda Wegener, Klaudyna Maj
Szczecin, sierpień 2012

© 2018 - Wegener's Method

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.